Nauczyciel z dzienniczkiem

2013-02-01 11:31
Aleksandra Pezda  "Gazeta Wyborcza" 01.02.2013
 
 
Spotkanie z rodzicami, kurs komputerowy, rada pedagogiczna - każdą zawodową czynność nauczyciele będą mieli obowiązk rejestrować. Najbardziej pracowitych nagrodzi wójt premią.
W korporacjach taki dokument nazywa się timesheet. Chodzi o rejestr czasu pracy - wpisujesz się po przyjściu do biura, wypisujesz przed wyjściem. Odliczasz np. wyjście na lunch, dopisujesz nadgodziny w razie pilnych zleceń, które zawaliły ci wieczór.

Teraz taki timesheet będzie w każdej szkole. Nie wiadomo, czy nauczyciele dostaną indywidualne dzienniczki do prowadzenia, czy też będzie jakaś księga z rejestrem czasu pracy, a może szkoły załatwią to komputerowo? Mają to określić samorządy, każdy według własnego pomysłu.
 
Obowiązek rejestracji czasu pracy ma zostać zapisany w Karcie nauczyciela - ogłosiła to w czwartek minister edukacji Krystyna Szumilas wraz z innymi zapowiedziami zmian w przepisach regulujących nauczycielski system pracy.

- Jest wiele rozbieżności, jeśli chodzi o ocenę czasu pracy nauczycieli. To pozwoli je usunąć - tłumaczyła.

Co dokładnie trzeba będzie rejestrować i czy np. sprawdzanie klasówek w domu się liczy? Na to pytanie minister odpowiada enigmatycznie: - Chodzi o najważniejsze zadania zawodowe.

Teraz jest tak, że nauczyciele są rozliczani z 18 godz. lekcji w tygodniu plus dwóch godzin na dodatkową pracę z dziećmi. Reszta ustawowego czasu pracy należy do nich - mają się przygotowywać do lekcji i doszkalać. Szkoła wymaga od nich dodatkowo obecności na radach pedagogicznych, zebraniach z rodzicami albo przy innych okazjach - np. podczas egzaminów, na wycieczce albo kiedy przygotowują występ szkolnego teatrzyku. O to, czy nauczyciele tak naprawdę pracują dużo, czy mało, trwa spór od lat. Ostatnio zaangażowały się w niego samorządy, bo szukają w oświacie oszczędności - z powodu demograficznego niżu chciałyby nauczycielom dołożyć pracy, ale za to przerzedzić ich szeregi. Przeszkadza im w tym 18-godzinne pensum.

Minister Szumilas ostatecznie zapowiedziała wczoraj, że rząd pensum nie ruszy. Bo w szkołach jest i tak za dużo zmian, np. obniżenie wieku szkolnego do sześciu lat.

Wszystko wskazuje na to, że rejestr czasu pracy załatwili nauczycielom związkowcy - od lat udowadniają, że pedagodzy tak naprawdę pracują więcej niż 40 godz. w tygodniu.

- Skończą się wreszcie oskarżenia, że nauczyciele są leniwi - mówił wczoraj z dumą prezes ZNP Sławomir Broniarz.

Nie wiadomo jednak, czy związkowcy nie przestrzelili. Bo rejestrowanie czasu pracy to nic innego jak zwiększenie biurokracji, którą szkoła jest umęczona. Do tego minister nie dała jasnej odpowiedzi na pytania ważniejsze: jakie konsekwencje czekają nauczycieli, jeśli w ich tzw. timesheecie będzie mniej godzin niż u kolegów? I czy muszą się w każdym miesiącu rozliczyć z 40 godz. pracy?

Powiedziała jednak: - Zapisy tego rejestru mogą wpłynąć na ocenę pracy nauczyciela, samorządy mogą to powiązać z pensją.
 


Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,76842,13330024,Nauczyciel_z_dzienniczkiem.html#ixzz2JdzDZ4Ra